Producent blatów wznowił produkcję maszego modelu. STOP.
Nasz blat dojechał więc na pole walki. STOP.
Blat i cała reszta - z wyjątkiem 4 szuflad. STOP.
Cóż. STOP.
Kuchnia się montuje. STOP.
Dalej. STOP.
Koniec jutro /podobno/. STOP.
Zdjęć brak. STOP.
Jest śliczna. STOP.
Więcej będzie później. STOP.
wtorek, 11 marca 2014
niedziela, 23 lutego 2014
Łazienka...
Trwa czwarty tydzień mojej walki z płytkami łazienkowymi.
Idzie jak po grudzie.
Te niezliczone ilości kątów są dobijające. Mogę jedynie telepatycznie dziękować tynkarzom, że mi dodatkowo życia nie utrudnili.
Wiem natomiast jedno.
Łazienka górna tak dużych gabarytowo płytek nie zazna.
Chyba, że układać będzie mąż.
Ja mam serdecznie dość. A do końca jeszcze trochę zostało.
Dorobiliśmy się przy okazji drabiny przegubowej.
Cudny wynalazek.
Idzie jak po grudzie.
Te niezliczone ilości kątów są dobijające. Mogę jedynie telepatycznie dziękować tynkarzom, że mi dodatkowo życia nie utrudnili.
Wiem natomiast jedno.
Łazienka górna tak dużych gabarytowo płytek nie zazna.
Chyba, że układać będzie mąż.
Ja mam serdecznie dość. A do końca jeszcze trochę zostało.
Dorobiliśmy się przy okazji drabiny przegubowej.
Cudny wynalazek.
Pocieszające w całej historii z łazienką jest to, że jak już owa spadnie z tapety, to do szczęścia, czyli przeprowadzki, zostaną panele w pokoju, fugowanie salonu i balustrada na schody.
W międzyczasie, w końcu zdecydowaliśmy się na panel prysznicowy.
I tu łatwo nie było. Mąż bowiem miał zupełnie inne oczekiwania niż ja. Chciał mi w łazience jakiś statek kosmiczny zamontować! Niestety dostępna na rynku oferta nie pomagała z walce z mężem.
Ostatecznie NIE DAŁAM SIĘ
Panel jest prosty, nie zbyt mały ale i nie za masywny. Taki w sam raz.
Ma jakieś powłoki anty_kamienne i anty_odciskowe i baterię z termostatem.
No i okrągłą deszczownicę.
Nie kanciastą, kwadratową których od groma i ciut na rynku. Śliczną okrągłą.
Doczekać się nie mogę, aż poleci z niej woda :)
niedziela, 26 stycznia 2014
Zbiorówka
Nie ma kiedy pisać.
A nawet jeżli jest kiedy, to mam już tak serdecznie dość samej roboty, że o pisaniu nie myślę.
Tak i krótki post podsumowujący pt.: "Jak wiele powinno się zrobić w dwa tygodnie, a ile się zrobiło".
Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.
Pomalowana kuchnia - w oczekiwaniu na meble. Kolor "modny grafit" (tu wyglądający na czerń, bo foto w nocy robione).
Pomalowane na biało parapety sosnowe. Cztery warstwy farby do drewna, całość przeszlifowana papierem g 280 - zależało mi na widocznych słojach, choć obawiam się utrzymania ich w czystości.
W sobotę byli Panowie zamontować stelaże pod balustrady okienne.
A wieczorami zabudowy suche:
w dolnej łazience geberit i wentylacja
i dość nieoczekiwana robota, która poszła o dziwo łatwo i przyjemnie, czyli zabudowa schodów.
W sumie można już powiedzieć, że mamy spiżarke.
A nawet jeżli jest kiedy, to mam już tak serdecznie dość samej roboty, że o pisaniu nie myślę.
Tak i krótki post podsumowujący pt.: "Jak wiele powinno się zrobić w dwa tygodnie, a ile się zrobiło".
Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.
Pomalowana kuchnia - w oczekiwaniu na meble. Kolor "modny grafit" (tu wyglądający na czerń, bo foto w nocy robione).
Pomalowane na biało parapety sosnowe. Cztery warstwy farby do drewna, całość przeszlifowana papierem g 280 - zależało mi na widocznych słojach, choć obawiam się utrzymania ich w czystości.
W sobotę byli Panowie zamontować stelaże pod balustrady okienne.
A wieczorami zabudowy suche:
w dolnej łazience geberit i wentylacja
i dość nieoczekiwana robota, która poszła o dziwo łatwo i przyjemnie, czyli zabudowa schodów.
W sumie można już powiedzieć, że mamy spiżarke.
niedziela, 5 stycznia 2014
Nie taka epoksydówka straszna...
Podchodziliśmy z dystansem do fugi epoksydowej, której mi się w kuchni zachciało, bo się człowiek głupich rad osłuchał.
A można by przypuszczać, że na dziale 'płytkowym" powinni się znać.
Mówienie klientowi, że jak się płytka upaprze i szybko nie zmyjemy, to będzie ją trzeba kłóć, to rada co najmniej niebiznesowa.
Zacisnęliśmy jednak zęby, obejrzeliśmy filmik o epoksydowej "jak to się robi po ślusku" i tak przystąpiliśmy do dzieła.
Zestaw obowiązkowy:
płytki przyklajstrowane do podłoża,
szpachelka, gąbka, fugówka
fuga epoksydowa, waga ...
....i ciepła woda.
Z tym ostatnim wciąż ciężko, bo skąd tu wziąć ciepłą wodę jak się niema kranu ;) jednak nie ma to jak dobrze nagrzany kominek
Kawa też już nie stygnie :)
Fuga po ogrzaniu i zmieszaniu składników robi się mocno elastyczna, jak dobrze wyrobiona plastelina, albo i płynniejsza, to i nakładanie jest dość przyjemne. Pachnie niedrażniąco. Zmycie namiaru z płytki jest proste nawet po pół godzinie. Oczywiście zastyga szybciej niż zwykła fuga i bez wody jest nie do usunięcia, ale żeby od razu płytki kłóć ?! No bez przesady.
Fuga pieni się pod wodą jeszcze po dwóch godzinach po uformowaniu.
Jednym słowem przyjemna_robota.
Jakieś 3 godziny później było po strachu. I po robocie.
Ściana kuchenna skończona.
Czeka na meble.
A po robocie chwila relaksu przy kominku.
niedziela, 29 grudnia 2013
O codzienności, niezrealizowanych planach i dotrzymanych terminach
Nudno strasznie.
Jesteśmy zmęczeni codziennością.
I ciągłymi pytaniami: "Kiedy przeprowadzka?".
Jak tak dalej pójdzie: "Nigdy!"
Ostatni tydzień w chorobie, to i budowa zaniedbana. Dni krótkie, czas biegnie jak opętany, ciągle wychodzą jakieś extra_work`i.
W dodatku się powtarzam.
W nielicznych wolnych chwilach moje myśli uciekają już do etapu URZĄDZAM. Tylko etap ciągle odległy.
Żeby jednak poczuć trochę zapach nowego domu dałam się ponieść nimi_szaleństwu_zakupowemu. Ikea tak na mnie działa.
Na nowe śmieci dorobiliśmy się kieliszków do wina.
Skuszona promocją Weekendową7,99 3,99 (stare kieliszki radośnie tłukłam przez ostatnie lata i tak zostaliśmy o dwóch sztukach z 6-ciu)
Ze zlewem miałam swoje przeboje.
Jesteśmy zmęczeni codziennością.
I ciągłymi pytaniami: "Kiedy przeprowadzka?".
Jak tak dalej pójdzie: "Nigdy!"
Ostatni tydzień w chorobie, to i budowa zaniedbana. Dni krótkie, czas biegnie jak opętany, ciągle wychodzą jakieś extra_work`i.
W dodatku się powtarzam.
W nielicznych wolnych chwilach moje myśli uciekają już do etapu URZĄDZAM. Tylko etap ciągle odległy.
Żeby jednak poczuć trochę zapach nowego domu dałam się ponieść nimi_szaleństwu_zakupowemu. Ikea tak na mnie działa.
Na nowe śmieci dorobiliśmy się kieliszków do wina.
Skuszona promocją Weekendową
No i moje cacko - kosz z pokrywą, u nas z przeznaczeniem na czynności okołokominkowe w kolorze black
foto. ikea
Wymacałam też śliczne materiały na rolety i nie zapuszczałam się na dział expozycji, żeby się nie denerwować.
Nabyliśmy również (w końcu!) zlew.
Po długich, męczących poszukiwaniach, wybrałam mniejsze zło, czyli zlew kamienny o niezadowalającym mnie układzie komór. Układ zadowalający, w granichach naszych możliwości finansowych, był jedynie w zlewach stalowych. Blech. Tak i dziś do domu przywieźliśmy naszego Franka model MRG 651-78 grafit.
fot. oleole
Ze zlewem miałam swoje przeboje.
Dwa tygodnie temu usiłowałam kupić w pewnym sklepie internetowym (nazwy tutaj nie wymienię z racji kultury). Minęły dwa tygodnie i telefonu ze sklepu brak, to i wykręciłam, żeby się przypomnieć. Się dowiedział. Pan P., zajmującego się zamówieniami przez telefon, nie kojarzy, to i nie zamówił. Że byłam zestresowana kazałam Panu P. jednak zamówienie pchnąć do przodu. A jak do domu dotarłam to uznałam że o nie, tak się klientów nie traktuje.
Kupiłam u konkurencji :D
Świnia ze mnie, ale cóż, prawa rynku.
Jak ja mam czekać kolejne dwa tygodnie (dwa tygodnie bo koniec roku i "inwentarka jest" ) i może się zdarzyć, że zlew do mnie nie dotrze przed meblami kuchennymi, to ja Panu P. dziękuję.
Jutro kulturalnie zadzwonię i odmówię.
Tak więc kuchnia prawie gotowa na meble. Prawie, bo jeszcze fugi na kafle zostały i malowanie.
A teraz to nie wiem w co ręce włożyć.
Wczoraj bowiem odebrałam jakże miły telefon od jakże miłej Pani, że nasze drzwi są gotowe na montaż!
Oj - mówię do Pani - jakie zaskoczenie, bo my nie gotowi. Podłogi nie położone, jak tu drzwi montować?
Zaskoczenie tym większe, że przy zamówieniu drzwi miały być gotowe najwcześniej na 6-tego stycznia.
Tak i miła Pani oznajmiła, że jak będziemy widzieć światełko w tunelu, to żeby zadzwonić.
Puki co światełka brak...
Reasumując, jutro dalej lecimy z płytkami podłogowymi.
Nudno strasznie...
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Uffff
Przybył Pan Instalator.
Napełnił instalację wodą, pomacał korki zaślepiające, przeprowadził wywiad co się stało i orzekł, że rozsadzenie rury nie wchodzi w grę, bo nie dałoby aż takiej wielkiej kałuży na posadzce.
Dowiedziałam się też że przed wylewką przeprowadzana jest próba szczelności! A się człowiek całe życie uczy.
Pan Instalator dał zatem naszym rurom czas na przecieki, zająwszy się przeróbkami czujek do ogrzewania. Po godzinie kałuży brak!
Pan Instalator powtórnie pogmerał w korkach i się okazało, że woda wyciekała właśnie z niedokręconego, czy tez uszkodzonego korka zaślepiającego wyjście wody.
Nastąpiła rychła wymiana korka i po kłopocie.
Kamień z serca.
Wizje katastrofy płytkowej poszły w dal.
Jak tylko ozdrowieje możemy wracać do roboty :)
Napełnił instalację wodą, pomacał korki zaślepiające, przeprowadził wywiad co się stało i orzekł, że rozsadzenie rury nie wchodzi w grę, bo nie dałoby aż takiej wielkiej kałuży na posadzce.
Dowiedziałam się też że przed wylewką przeprowadzana jest próba szczelności! A się człowiek całe życie uczy.
Pan Instalator dał zatem naszym rurom czas na przecieki, zająwszy się przeróbkami czujek do ogrzewania. Po godzinie kałuży brak!
Pan Instalator powtórnie pogmerał w korkach i się okazało, że woda wyciekała właśnie z niedokręconego, czy tez uszkodzonego korka zaślepiającego wyjście wody.
Nastąpiła rychła wymiana korka i po kłopocie.
Kamień z serca.
Wizje katastrofy płytkowej poszły w dal.
Jak tylko ozdrowieje możemy wracać do roboty :)
niedziela, 22 grudnia 2013
Złe dobrego początki - czyli mądry polak po szkodzie
We wtorek zadzwonił Pan od kuchni, że w środę chce mnontowac meble.
Nie ukrywam, że byłam mocno zaskoczona, szczególnie, że początkowe uzgodnienia sugerowały, że Pan Kuchenny przez świętami się nie wyrobi.
A tu proszem, niespodzianka.
Niespodzianka miała jednak drugie dno.
Pan Kuchenny oświadczył, że blat, który wybrałam nie jest już w tym roku produkowany bo coś tam, więc on proponuje montaż szafek teraz, a po nowym roku domontowanie blatu lub wybranie innego.
Że nie jestem zwolennikiem zmieniania zdania na takim etapie, a tym bardziej roboty na raty, subtelnie odmówiliśmy montażu w tym roku.
A że przy tym jesteśmy w lesie z przygotowaniem bazy pod montaż kuchni to w sumie nam trochę na rękę.
W sobotę zaskoczył nas drugi telefon od Pana Instalatora CO, H2O i Kotłowni. Rzekł, że jedzie podłączyć kocioł.
Jak powiedział tak i dotarł.
Przywiózł też grzejnik łazienkowy.
Jak się okazało nie ten co trzeba - podobno Panowie na magazynie pochrzanili modele, ale skoro już tam był, to odebrał to postanowił przywieźć, bo a nóż widelec nam się spodoba.
Nie spodobał się.
Grzejni pojechał na magazyn, a my dalej czekamy.
Niezależnie od łazienkowca, Pan Instalator napuścił wody do zbiornika, po montował brakujące śrubki i zaślepki i odpalił grzanie.
Można powiedzieć, że mamy teraz ciepło w domu :D
Zobaczymy jak długa będzie moja radość kiedy przyjdzie rachunek za gaz.
Pan Instalator pojechał, my zadowoleni, wszystko pięknie ładnie.
Dwie godziny później przybywa Małżonek i oznajmia, że rura strzeliła i na naszych świeżo ułożonych płytkach jest sobie kałuża wody.
Co poczułam i jak mi się ciepło zrobiło wspominać nie trzeba!
Po szybkiej konsultacji z Panem Instalatorem okazało się, że walnęła rura od wody użytkowej (dobrze że nie podłogówki), Pan zarządził zakręcenie obiegu użytkowej, spuszczenie wody i oznajmił że będzie w poniedziałek.
Co nas prawdopodobnie czeka?
Kłucie płytek podłogowych (tych świeżo ułożonych, co nas dużo brzydkich słów kosztowały), rycie wylewki i zapewne ściany i wymiana rur.
Pozostaje mieć nadzieję, że rura puściła tuż przy ścianie i szkody w płytkach będą stosunkowo niewielkie.
Niezależnie od ogromu szkód, bo całej akcji czeka nas wyłożenie części wylewki, ułożenie na nowo płytek i zafugowanie, tak żeby wyrobić się na umówiony na połowę stycznia montaż mebli.
Tak oto moje wstępne irytacje dotyczące obsuwy meblowej, zamieniły się nagle w wielką radość. Bo jak sobie pomyślałam, że ta woda miałaby walnąć pod nowo zamontowanymi meblami, to chyba bym się już w tym roku o pracy na budowie nie zmobilizowała.
Tak więc w ramach cyklu mądry polak po szkodzie
Zanim się człowiek weźmie za układanie płytek, a już nie daj innych i bardziej kosztownych kroków, koniecznie należy puścić w obieg wodę i inne instalacje.
Tymczasem z duszą na ramieniu czekam na jutrzejszy dzień.
Nie ukrywam, że byłam mocno zaskoczona, szczególnie, że początkowe uzgodnienia sugerowały, że Pan Kuchenny przez świętami się nie wyrobi.
A tu proszem, niespodzianka.
Niespodzianka miała jednak drugie dno.
Pan Kuchenny oświadczył, że blat, który wybrałam nie jest już w tym roku produkowany bo coś tam, więc on proponuje montaż szafek teraz, a po nowym roku domontowanie blatu lub wybranie innego.
Że nie jestem zwolennikiem zmieniania zdania na takim etapie, a tym bardziej roboty na raty, subtelnie odmówiliśmy montażu w tym roku.
A że przy tym jesteśmy w lesie z przygotowaniem bazy pod montaż kuchni to w sumie nam trochę na rękę.
W sobotę zaskoczył nas drugi telefon od Pana Instalatora CO, H2O i Kotłowni. Rzekł, że jedzie podłączyć kocioł.
Jak powiedział tak i dotarł.
Przywiózł też grzejnik łazienkowy.
Jak się okazało nie ten co trzeba - podobno Panowie na magazynie pochrzanili modele, ale skoro już tam był, to odebrał to postanowił przywieźć, bo a nóż widelec nam się spodoba.
Nie spodobał się.
Grzejni pojechał na magazyn, a my dalej czekamy.
Niezależnie od łazienkowca, Pan Instalator napuścił wody do zbiornika, po montował brakujące śrubki i zaślepki i odpalił grzanie.
Można powiedzieć, że mamy teraz ciepło w domu :D
Zobaczymy jak długa będzie moja radość kiedy przyjdzie rachunek za gaz.
Pan Instalator pojechał, my zadowoleni, wszystko pięknie ładnie.
Dwie godziny później przybywa Małżonek i oznajmia, że rura strzeliła i na naszych świeżo ułożonych płytkach jest sobie kałuża wody.
Co poczułam i jak mi się ciepło zrobiło wspominać nie trzeba!
Po szybkiej konsultacji z Panem Instalatorem okazało się, że walnęła rura od wody użytkowej (dobrze że nie podłogówki), Pan zarządził zakręcenie obiegu użytkowej, spuszczenie wody i oznajmił że będzie w poniedziałek.
Co nas prawdopodobnie czeka?
Kłucie płytek podłogowych (tych świeżo ułożonych, co nas dużo brzydkich słów kosztowały), rycie wylewki i zapewne ściany i wymiana rur.
Pozostaje mieć nadzieję, że rura puściła tuż przy ścianie i szkody w płytkach będą stosunkowo niewielkie.
Niezależnie od ogromu szkód, bo całej akcji czeka nas wyłożenie części wylewki, ułożenie na nowo płytek i zafugowanie, tak żeby wyrobić się na umówiony na połowę stycznia montaż mebli.
Tak oto moje wstępne irytacje dotyczące obsuwy meblowej, zamieniły się nagle w wielką radość. Bo jak sobie pomyślałam, że ta woda miałaby walnąć pod nowo zamontowanymi meblami, to chyba bym się już w tym roku o pracy na budowie nie zmobilizowała.
Tak więc w ramach cyklu mądry polak po szkodzie
Zanim się człowiek weźmie za układanie płytek, a już nie daj innych i bardziej kosztownych kroków, koniecznie należy puścić w obieg wodę i inne instalacje.
Tymczasem z duszą na ramieniu czekam na jutrzejszy dzień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

