sobota, 14 grudnia 2013

Płytki, płytki i .... płytki

Nudno jednym słowem.
Ale w końcu mam pare fotek.
Co prawda już z lekka nieaktualne, znaczy położyliśmy więcej.
No i jest trochę czyściej :)
Niemniej ciągle nieskończone.
Zauważam bowiem u siebie pewną prawidłowość - jeżeli robota trwa dłużej niż 3 tygodnie, moja mobilność i chęć drastycznie spada. A czas ucieka.
Łech...


Salon i kuchnia (i generalnie cały dół, którego tu nie widać)

I akcja kuchnia.
Moja osobista ściana, moja duma.
Sama jednoosobowo, własnymi ręcyma :D
 Jest tam kilka drobnych niedociągnięć.
Ale w głowie mam argument, że to mój debiut.
Dumnam.

Najwięcej radości w całej akcji wywołała w nas maszynka do cięcia płytek, wyposażona w otwornice.
XXI wiek a my prehistorycznie kółeczka na korbkę wycinamy.
Cud miód.

A wystarczyłoby nabyć właściwą otwornice do wiertarki.

Jako że potrzeba jest matką wynalazku, mąż kombinuje jak tu do owej maszynki domontować wiertarkę, żeby nie kręcić siłą mięśni własnych.
Leń ;)

niedziela, 24 listopada 2013

Podłóg układanie

Jak nie ma mnie tu to jestem na budowie.
Tak od dwóch tygodni. Niezmiennie. Nieprzewalnie. Układamy podłogi.
Idzie jak krew z nosa.
A jakże ma iść, gdy doświadczenia brak (wszak nie można doświadczeniem nazwać 10 m kw. w spiżarce i kotłowni). I do tego praca zarobkowa. Jakby tak człowiek mógł się urwać na jakiś tydzień czy dwa urlopu, byłoby po sprawie. Ale nie, tu osiem albo i więcej godzin w pracy, szybki obiad i max 3 h dziennie dla płytek zostaje.
I jeszcze dylatacje, esz te cholerne dylatacje.
Przez dylatacje, musieliśmy zrywać pięć płytek, żeśmy się rozpędzili zapominając o pracujących płaszczyznach i innych pierdołach. Chciałby człowiek ładnie te dylatacje zrobić. A że gruba fuga fe się wydaje, idzie człowiek w te pędy do sklepu, a to cholerstwo takie drogie. 2,5 metra metalu, ładnego metalu, bagatelka 100 zł.
Pogrzało...
To i są te tańsze, aluminiowe. Ale chociaż pasują kolorystycznie do wszystkiego, czyli do uchwytów w szafkach, rączki kominka, planowanych klamek itp. Tak bo u mnie to jeszcze pasować musi. A przynajmniej powinno.

Udało się dwa dni wolnego wyhaczyć to i w piątek (a w sumie to pół piątku, bo pierwsze pół spędziliśmy na zamianie włazu kanalizacyjnego, rąbaniu drwa i ogólnych porządkach) i sobotę (a w sumie to też pół soboty, bo trzeba było klej do płytek dokupić), popełniliśmy 2/3 kuchni.
Dziś zgodnie z wyznaniem dzień odpoczynku.
Jutro, dzień drugi wolnego. Pobudka max 7,00 szybkie śniadanie, mała kawa i znowu na klęczki i wyścig z czasem.
Czas umilamy sobie odliczając zużyte wiadra lub worki kleju :) zamiennie, żeby nie zwariować. Jak w więźniu, za przeproszeniem, niebawem zaczniemy rysować kreski na ścianie.
To dopinguje, szczególnie kiedy palce u rąk, kolana i krzyże odmawiają współpracy.
Jesteśmy zmęczeni, ot i tyle. 

I był też Pan na pomiar drzwi wewnętrznych - ale to inna historia, jeszcze nie do poruszania bo umowa nie podpisana. 

Mamy tydzień do końca listopada.
Na Święta, były plany, w nowym domu...
Chyba nam się plany zmienią.
Do przeprowadzki zostało co najmniej zrobienie łazienki (zrobienie w całości - mamy gołe ściany), położenie połowy podłogi w pomieszczeniach dolnych, ułożenie moich kochanych Nugatów na ścianę w kuchni i rozłożenie paneli w małym pokoju.
A właśnie - wczoraj kupiliśmy panele :D
Choć tyle na pocieszenie nieubłaganie uciekającego czasu. 
Jutro na budowę idę z aparatem.
Będę uwieczniać dla potomnych.
Może się podzielę ;)

sobota, 9 listopada 2013

Intensive - ogrzweanie, schopping i duperele

W końcu mamy zamontowaną kotłownię.
Jeszcze nie chodzi, ale jest.
Prace trwały całe 1,5 dnia. Pan Adam jak zawsze niezawodny czasowo.


Ot tak się prezentuje masz śliczny piecyk z zasobnikiem na tle boskiej, grafitowej ścianie.
Zdradzę jedynie, ze kolor będzie miał swój cd. w naszym domu :)


Teraz oczekujemy na grzejniki. Nie obeszło się bez ciężkich chwil. Wstępnie grzejniki do pokoi miały być płaskie, bardziej nowoczesne. Jednak stan kota przemówił nam do rozsądku. Postawiliśmy na najpopularniejszy i najekonopmiczniejszy model. Compakt Ventil firmy_by_Purmo


fot. purmo.com

W sumie wygląda dość ładnie, klasycznie i chyba będzie pasował do każdego wystroju wnętrza.
Te montowane będą już w przyszłym tygodniu.
Gorsza z łazienkowcem, wszak w ramach radosnej twórczości postawiam na model w kolorze black gloss, model Retto_by_ IstalProjekt. 

fot. instalprojekt.com
Ile przyjdzie nam na niego poczekać, nie wiadomo.


W tzw. międzyczasie, kiery Pan Instalator dłubał w kotłowni, my wylądowaliśmy w Castoramie. Jakże mało popularny sklep, podobnież dla "ubogich" z dziadowskim towarem, ale jak Castorama ma urodziny i rozdaje karty podarunkowe czyli daje pieniądze na zakupy, tam się odbywa istne szaleństwo. Nabyliśmy kilaka dupereli, ale najważniejszy jest ten...

fot. rossi.pl
Cudny dozownik na płyn do mycia naczyń. Mój w kolorze white :)
Czuje powiew przeprowadzki. 
Tak oto zdobyliśmy kartę z 30 złotymi na dalsze zakupy ;)
I teraz w szaleństwie, planujemy jutro kolejny wypad - trzeba zakupić regipsy.

Przesypiamy się też decyzją co do drzwi wewnętrznych. Cena mimo, że niska w aspekcie pojedynczej sztuki, tak w perspektywie całego domu, troszkę nas zmiażdżyła. Jak się to skończy okaże się w przyszłym tygodniu, to i modelu nie zdradzę.

czwartek, 7 listopada 2013

Pierwsze w kominku palenie

We wtorek ziąb zmobilizował nas do zaognienia sytuacji w kominku.
Tak się domowo zrobiło.
To kominek jeszcze w wersji czystej, nieokopconej...
Do czasu, aż z obudowy zaczął wydostawać się śmierdzący dym. Ponoć tak mają nowe nieprzepalone kominki. Jak szybko zrobiło się ciepło tak samo prędko trzeba było wietrzyć.
Wczoraj było lepiej, też czuć było przepalaną farbę, ale już nie kopciło.
Liczę że w najbliższych dniach już będzie ok.
Puki co przy kominku zatem oczekujemy na instalatora.
Jutro montujemy kotłownie.
Przed nami ból wyboru grzejników.

środa, 30 października 2013

Kuchnia - zamawiamy, urządzamy, wyposażamy

Jak w tytule i nijak inaczej.
W sobotę klepnęliśmy zamówienie kuchni. Śliczna biała z pleudodrewniamym blatem i szufladami na cudnych prowadnicach. Czuję lekki niepokój zamawiając tak duże meble na postawie kawałeczka drewienka w salonie, ale przecież nie ja pierwsza i nie ostatnia, a ludzie z reguły zadowoleni. Liczę, że Pan Kuchniowy wyczuł czego od niego oczekuję.
Pan był też zdziwiony widząc stan samego pomieszczenia bo płytki jeszcze nie tknięte. My jednak planujemy się wyrobić. Jak i kiedy, niebiosa raczą wiedzieć.
Tak i w pędy trzeba było wybrać sprzęt.
Decyzje, które męczyłam przez ostatnie tygodnie musiałam podjąć się już natychmiast. To i efekty są inne niż zamierzone.
Aktulanie dorobiliśmy się
piekarnika Samsung BT62TDBCT- miał być inny (tańszy i zwyklejszy) ale przecież takie zakupy raz na czas. Tak i mój piekarnik ma wymarzone prowadnice teleskopowe (phi, przyziemne marzenia), całą masę zapewne zbędnych programów i mam nadzieję boską funkcje TwinConvection (czyli możliwość pieczenia dwóch potrwa jednocześnie w dwóch różnych temperaturach - już się nie mogę doczekać testowania)

płyty gazowej Samsung GN7A2IFXD - śliczna 5-palnikowa. Nie ukrywam, że chciałam śliczniejszą, czarną emalię, te inoxy na płytach i zlewach średnio do mnie przemawiają. Ciężko jednak w obecnych czasach, kiedy wszędzie wylewa się szkło hartowane, kupić czarną emalię 5-palnikową o szerokości max 75 cm i cenie, która nie zwali z nóg. Niestety na Smeg`a nie wystarczyło :( Tak i padło na naszego ulubionego Samsunga i liczę na udaną współprace w czyszczeniu.

zmywarki Bosch SMV53L50EU - zintegrowany panel, połowa załadunku, GlassProtekt, sygnaliozacja zakończenia pracy, stosunkowo niski pobór wody (stosunkowo jak na Bosch`a) i klasa A++. Moje plusy na ten model.

Palnujemy też zamach na zakup okapu Mastercook WKR90X. Musi być szerokość 90 musi być utrzymany w takiej stylistyce właśnie. Innego nie znalazłam. Choć jeszcze myślę ;)



 foto. ceneo.pl

Lodówka puki co pozostaje w sferze zakupów nieosiągalnych. Będziemy eksploatować starą, czyli będzie nieskładnie, ale ekonomicznie.

A żeby się wziąć za płytki, trzeba zagruntować. Jak złapałam za wałek, to się okazało, że grunt na ściany biały i chlapie niemiłosiernie. Grunt się skończył, nie ma czasu dokupić to i płytki leżą i czekają. I jak tu się ogarnąć na święta.
Mamy za to farbę do kuchni :) Została przetestowana w kotłowni - jestem zauroczona, będzie po mojemu :D

piątek, 25 października 2013

Kanalizacja w dwóch odsłonach

Mamy za sobą chyba najcięższą i najbardziej stresująca dla mnie robotę na przestrzeni całej budowy.
Niestety kanalizację w wielkim mieście trzeba mieć. Fakt niepodważalny.
Co się z jej budową wiąże już wiem i nie chcę więcej tego przeżywać.

Nie dość że człowiek musi się dostosować do terminu na zajętość pasa drogowego wyznaczonego przez jednostkę transportową, to jeszcze trzeba się przy tej zajętości uwijać. Do tego dochodzi urocza głębokość posadowienia sieci kanalizacyjnej na bagatelka 4,7 m głębokości oraz sąsiedztwo budynku od wykopu w odległości metra i nerwówka gotowa.W mojej głowie liczne wizje katastrof budowalnych i drogowych, wypadki, piesi leżący w rowie....

Tak i przez ZIKiT w poniedziałek nasi Panowie popełnili wycinkę asfaltu i wykop w ulicy, blokując ruch drogowy. O dziwo nikt nie trąbił... Dokopali się na głębokość 4,7 metra w poszukiwaniu sieci, pokonując po drodze liczne przeszkody w postaci niezinwentaryzowanych na mapach kabli energetycznych.
Potem na dno wykopu teleportował się Pan z MPWiK`u aby dokonać wpinki. A że rura sieciowa stara, betonowa, to i wpinka trwała całą godzinę. Potem było z górki. Siodło, kolanko, metr kamionki i zasypujemy.
O 16,00 na drodze skoczek ubił pospułe i tyle Panów widzieliśmy.
w tzw. międzyczasie zaszczycił nas Inspektor z MPWiK`u obejrzeć roboty i podejście pod wodomierz. 




Dzień drugi minął na pracach w ternie niedrogowym. O tyle łatwiej. Choć wykop 3 metrowy na metr od budynku o niepewnych fundamentach, też do przyjemności nie należy. Tam na szczęście nie było nieprzewidzianych kabli, ale na dnie wykopu zastaliśmy szeroką warstwę mokrego iłu. Pan Koparkowy łatwo przy tej brei nie miał. Ale okazał się bardzo pełno sprytny, pokonując swoim dinozaurem śliskie przeszkody. I o dziwo budynek się nie zawalił, choć nie wiele brakowało do obsunięć ziemi.
Panowie zainstalowali tysiączke i wpięli się do przygotowanej dwa tygodnie temu instalacji.

 



Niestety terem zrujnowany, musi intensywnie odstać bo ta nasza ziemia do ubijania się nie nadaje. Choć i tak pogoda dopisała. Ten weekend należał do najcieplejszych w przeciągu ostatniego miesiąca. Wolę nie myśleć jakby to wyglądało, gdyby spadła choć odrobina deszczu.
Czekamy jeszcze na jeden transport pospuły żeby utwardzić wjazd i wylanie asfaltu na droge.
Niemniej najgorsze za nami.
Oczekujemy na inwentaryzacje powykonawaczą, po otrzymaniu której spiszemy sobie protokół odbioru w MPWiK`u i zostanie nam zamontowany wodomierz.
Tak oto wiemy że jeszcze w trym roku doczekamy się podpiętej kotłowni.

środa, 9 października 2013

Zimna woda zdrowia doda

Oj, prawdy w tym dużo.
Choram była przez ostatnie tygodnie, nie tytlko przez watę. Ale tez przez brak wody i kanalizacji. I brak perspektywy na rychłą zmianę stanu rzeczy.
Ozdrowiałam.
Wczoraj na działkę wtargnęła kopara, a dziś chłopaki jak zaczęli robić, tak po powrocie z pracy, swoich włości nie poznałam.
Istne pobojowisko :D
Ale jak cieszy. 
Mamy zatem położoną w ziemi połowę instalacji wewnętrznej.

Gość od ogrzewania zamówiony na za dwa tygodnie.
Czuję radość.
cdn.