wtorek, 11 listopada 2014

Tchórz, łaska czy inne cholerstwo

Ja nie wiem, co takiego w naszej chacie, że wszelka gadzina do nas ściąga.
Na przełomie lata i jesieni mieliśmy rój much i os w kominie dymnym.
Przez całe lato napotykałam się na pajęczaki o gabarytach tarantuli.
A w tym tygodniu zorientowaliśmy się, że nasze poddasze zasiedliło COŚ.
Coś ma cztery małe łapki, 3-4 pazurki - bynajmniej na tyle wskazują ślady pozostawione na elewacji, biega po podbitce - widzieliśmy i słyszeliśmy na własne narządy i chyba nie chce nas opuścić. Coś wspina się po elewacji wzdłuż rynny a potem hyca na dach i znajduje jakąś szczelinę, której my nie dostrzegamy.
Nie jestem zwolennikiem mordowania gadziny, ale, o ile toto nie jest przeze mnie do domu ściągnięte, to samo niech się nie pcha. Jak się mi Coś na dobre przebije do ocieplenia i uwije gniazdko w wacie, to mamy przerąbane do końca istnienia budynku.
Zwyczajnie nie chcę, żeby Coś z nami mieszkało.
Niech sobie norę wykopie w ogrodzie, albo do garażu blaszanego idzie. Ale do domu?! Bez proszenia?! 
Jak się tego pozbyć?!

Aktualnie na nocke mąż zainstalował pseudo_pułapkę  w postaci odwrotnie otulonej na rynnie rolki taśmy klejącej, która jest ruchoma i ma spowodować poślizg Czegoś. Pod rynną postawił wiadro z wodą i klockiem drewnianym. Po nocy klocek był zwalony, elewacja znowu brudna, a taśma obrócona. Wygląda więc, że Coś się wspięło, upadło i nie wiadomo co dalej. Poddało się czy podjęło druga próbę omijając pułapkę?
Mąż więc zdemontował rynnę i będziemy obserwować czy przeniesie się na kolejną.

Trwają poszukiwania właściciela psa długowłosego, który pozwoli wyczesać swojego pupila i odda w dobre ręce pulielek,  bowiem dobre dusze doniosły, że Coś może wypłoszyć zapach sierści psiej.
Jak na złość w śród znajomych, brak psów o długim włosie. Pozostaje mi polować na przypadkowych ludzi na pobliskiej trasie spacerowej, gdzie psów hasa wiele.
Jest jeszcze opcja bardziej drastyczna, mianowicie zakup wnyków. Choć nie ukrywam, że wolałabym Coś przepłoszyć a nie dobijać.
Zapewne było by prościej poszukiwać skutecznych metod, gdybyśmy wiedzieli do jakiego gatunku Coś się zalicza, ale nikt z nas owego na oczy nie widział. Pozostaje szukać na czuja.
Jeśli zagłada tu ktoś, kto stoczył walkę w podobną gadziną, proszę o info.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz